Nieustanne dążenie: epektasis

Krzysztof Majdyło

Bracia, ja o sobie nie myślę, że już pochwyciłem. Lecz jedno czynię: zapominając o tym,co za mną, a zdążając do tego, co przede mną, biegnę do mety i do nagrody powołania Bożego, które jest z góry w Chrystusie Jesusie. Ilu więc nas jest doskonałych, tak myślmy. A jeśli o czymś inaczej myślicie, i to wam Bóg objawi. (Fil. 3:13-15)

Epektasis to nowotestamentowe pojęcie mówiące o naszym poznawaniu Boga, o naszym pragnieniu i szukaniu Jego. Pochodzi ze słów Pawła w Fil. 3:13.

(Greckie słowo ‚sięgać, dążyć’ – ‚ekteinozostai’ dodatkowo wzmocnione przedrostkiem ‚epi’ – tak powstał czasownik ‚epekteinomai’, od którego pochodzi rzeczownik ‚epektasis’ oznaczający silne, niekończące się dążenie.)

Apostoł, kóry widział Pana w drodze do Damaszku, który był pochwycony do trzeciego nieba, który otrzymał objawianie tajemnicy Chrystusowej mówi: „ja o sobie nie myślę, że pochwyciłem”. Ja tylko dążę, ale jeszcze nie osiągnąłem! Potem dodaje, że to doświadczenie wszystkich doskonałych, tzn. dojrzałych, chrześcijan. Ciągłe, niegasnące dążenie powinno być częścią duchowego życia każdego wierzącego.

Epektasis to dążenie, które się nie kończy. Im bardziej poznajesz Boga, tym bardziej przeczuwasz, jak bardzo Go nie znasz. Im bardziej się Nim nasycasz, tym bardziej stajesz się głodny Jego obecności. Im bardziej się Nim napełniasz, tym większą pustkę wołającą o więcej odkrywasz w sobie.

Głębina przyzywa głębinę (Ps. 42:8)

Dwadzieścia lat temu Jezus wszedł do mojego pokoju i „zdruzgotał mnie” swoją miłością, przebaczając mi moje grzechy. Dzisiaj znów czuję się jak człowiek, który chce po raz pierwszy rozpocząć swoją nową drogę. Czy były takie chwile, gdy myślałem, że już osiągnąłem, że już poznałem? Tak, były. Ale z perspektywy czasu przyznaję, że to były chwile mojego największego odstępstwa…

Kto mniema, że już poznał, nie poznał jeszcze jak należy poznać (1 Kor. 8:2)

Epektasis powoduje ciągły wewnętrzny niepokój szukania Boga. Jak oblubienica z „Pieśni nad pieśniami” nie możesz spać duchowo, a czasem również fizycznie, bo dążysz. Jest świętą frustacją, która każe ci wstać i biec, i pytać „gdzie jest mój umiłowany?”

Psycholodzy mówią, że największą potrzebą człowieka jest samorealizacja, a tobie się wydaje, że twoja największa potrzeba to samozatracenie się. Samozatracenie się w Nim. Umieranie i zmartwychwstawanie.

Naturalnie ludzie są zafasynowani stojąc wobec potęgi. Zachwaca nas wielkosć pasma górskiego, ogrom oceanu, olbrzymie otwarte przestrzenie. Ale to nasz głód oglądania potęgi Boga przejawia się w ten sposób.

W naszym życiu duchowym jest i punkt, i droga. Punkt nawrócenia i zaczynająca się po nim droga ciągłego dążenia. Znaczenie chrztu to zanurzenie w śmierć z Chrystusem i wynurzenie w zmartwychwstaniu z Chrystusem. W ten sposób chrzest przedstawia nawrócenie, które już nastąpiło. Spotkałem Ukrzyżowanego i umarłem. Spotkałem Zmartwychwstałego i zmartwychwstałem. Jednak chrzest nie mówi tylko o tym, co było. Prorokuje również o całej reszcie mojego życia. Ochrzczony będzie umierał i zmartwychwstawał wraz z Chrystusem. W ten sposób Chrystus stanie się jego DROGĄ. Wewnętrznie będzie go gnała epektasis – nieustanne dążenie duszy.

Są ruchy w Kościele, które mówią tylko o punkcie. Nawróciłeś się i jesteś ‚nowym stworzeneim w Chrystusie’ i już nic wspanialszego cię w życiu nie czeka. Rezultatem są znudzeni Bogiem i chrześcijaństwem wierzący, którzy stygną duchowo, a może nawet odpadają od wiary…

Są też ruchy, które podkreślają tylko drogę. Ludzie znajdujący się w tych ruchach nawet nie wiedzą co to doświadczenie nawrócenia. Często starają się osiągnąć zbawianie, które jest pzrecież darem. Dążą, ale ich dążenie jest pozbawione punktu wyjścia, fundamentu.

Paweł raz mówi o [zwleczeniu i obleczeniu] zmianie życia używając obrazu przebierania się. Zwlec starego człowieka i oblec się w nowego. Jednak raz mówi (Kol. 3:9-10), że to przebranie się już się dokonało, a w innym miejscu mówi (Ef. 4:22-24), że mamy to dopiero zrobić. Raz mówi o punkcie, a raz o drodze. I jedno, i drugie jest częścią naszego duchowego życia.

Potrzebna jest tu równowaga. Nawróć się. Złóż życie u stóp Ukrzyżowanego i weź od Niego dar życia wiecznego dziś! I od tego punktu zacznij dążyć, aby znać Go bardziej! Niech zacznie się twoja epektasis – niekończące się dążenie.

Epektasis to podróż i zewnętrzna, i wewnętrzna zarazem. Szukasz Boga, ktory jest Inny niż ty. Fascynuje cię Jego inność od wszystkiego, co stworzone, czyli Jego świętosć. Biegnąc za Nim odkrywasz, że całe twoje wnętrze się zmienia jakby ‚przy okazji’. Szukasz Jego, a zmieniasz siebie. Biegniesz na zewnątrz, a coś dzieje się wewnątrz twojej ludzkiej duszy.

Odkryłem kiedyś ważną rzecz. Świętosć to nie stan. To kierunek. To nie duchowy status, który osiągnąłem, np. jak już nie grzeszę, ale zwrócenie życia ku Bogu – epektasis. Dlatego ‚bardziej święty’ może być nawracający się grzesznik z determinacją chwytający się Jezusa niż duchowy gigant, który już od roku nie zgrzeszył, ale głód Boga w jego sercu wygasł.

Słyszeliście o hebrajskiej frazie ‚lech lecha’? Tak w oryginale rozpoczyna się 12 roddział Księgi Rodzaju. Nasze Biblie zazwyczaj tłumaczą to jako słowa Boga do Abrahama ‚Wyjdź!’. Ale dosłownie ‚lech lecha’ znaczy „wyjdź do siebie”. Abraham wyszedł z pogaństwa w swoją podróż za Bogiem. Ale ta podróż na zewnątrz stała się również jego wenętrzną podróżą zmiany swojego serca. Powstałą w nim wiarą w Boga, który powołuje do bytu to, co nie istnieje i wskrzesza to, co obumarło (Rzym. 4:17) i zdobył miano ‚przyjaciel Boga’.

Wstań i biegnij za Bogiem, a On po drodze przemieni twoje wnętrze. Uczyni z ciebie swojego przyjaciela. Nie wstydź się mówić, że jeszcze nic nie wiesz, że jesteś głodny, że odczuwasz pustkę. To nie brak wiary. To dążenie, które miał w duszy Paweł. Wydaje mi się, ze całe jego apostolstwo i praca misyjna były ‚efektem ubocznym’ tego dążenia do poznania Chrystusa! To dążenie wszystkich doskonałych (Fil. 3:15 )! To dążenie, które nie pozwoli ci spać. Każe ci biec i być może przewrócić przewrócić pół świata do góry nogami, a pod drugie pół podłożyć Boży ogień! To epektasis!

I wszystkie pragnienia za Tym, kóry Jest Piękny, które pchają nas ku temu wznoszeniu sie tylko nasilają się w miarę wędrówki duszy. Prawdziwe oglądanie Boga polega na tym, że to pragnienie nigdy nie zostanie zaspokojone. Skupiając nasze oczy na tych rzeczach które pomagają nam widzieć, musimy zawsze podtrzymywać w nas żywe pragnienie, aby wiedzieć jeszcze więcej. I nie ma kresu tej wędrówce ku Bogu, po pierwsze dlatego, że Ten, kóry jest Piękny sam nie ma granic, a po drugie, dlatego że wzrost naszych pragnień za Nim nie może być nigdy powstrzymany przez żadne poczucie zaspokojenia. (Grzegorz z Nyssy „Życie Mojżesza”)