Josef Ratzinger abdykuje

Krzysztof Majdyło

Ostatnio słyszałem kilka razy o rezygnacji księży katolickich z kapłaństwa. Na przykład kilka tygodni temu Trójmiasto zostało wstrząśnięte odejściem dominikanina, Jacka Krzysztofowicza. Wieloletni opat, znany kaznodzieja swoją decyzję motywował dojrzałością i potrzebą normalności.

Decyzja Ratzingera nazwana została przejawem odwagi i siły. Wszyscy się zastanawiają nad przyczynami.

Ratzinger przez wiele lat był prefektem Kongregacji Nauki Wiary. Walczył z herezjami, np. z teologią wyzwolenia, przemycaniem buddyzmu do chrześcijaństwa przez Anthony’ego de Mello itd.

Trzeba o nim powiedzieć, że jest przede wszystkim teologiem. Przez kręgi ultrakatolickie został nawet nazwany w 99 proc. protestantem! Czytając jego książki widziałem teologa wychodzącego z punktu widzenia bardziej biblijnego i historycznego niż tradycyjnego. Uważam, że przejawem dużej odwagi Ratzingera już jako papieża było stwierdzenie potrzeby ‘nowej ewangelizacji’, ponieważ większość katolików żyje w herezjach i ogłoszenie toczącego się obecnie roku wiary, mającego odnowić znajomość doktryn Nowego Testamentu w Kościele Rzymsko-Katolickim.

Po skończeniu pełnienia funkcji prefekta Kongregacji Nauki Wiary Ratzinger zamierzał przeprowadzić się na bawarską wieś, w swoje ojczyste strony, aby pisać książki. Sprawy potoczyły się jednak inaczej. Konklawe powierzyło mu urząd głowy Kościoła Rzymsko-Katolickiego, a on przyjął tę decyzję. Po kilku latach decyduje się na bezprecedensowy krok. Rezygnuje. Co innego pisanie książek pełnych marzeń o odnowie kościoła, czerpiąc pełnymi garściami z różnych tradycji kościelnych, a co innego bycie człowiekiem-instytucją stojącym na czele kurii rzymskiej. Co innego piętnować herezje w obrębie Kościoła Rzymsko-Katolickiego, a co innego w imię jedności musieć przymykać na nie oczy.

Osobiście uważam, że za tą decyzją stoi i zmęczenie, i frustracja. Na pewno decyzja wymagała niecodziennej siły. Nic dziwnego, że poprzednia podobna decyzja miała miejsce w XIII wieku. Papieża Celestyna V podaje się jako historyczną postać, będącą inspiracją decyzji Benedykta XVI. Celestyn V był pustelnikiem, duchowym człowiekiem, który stał się papieżem w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności, w sposób niespodziewany i trochę wbrew swojej woli. Bardzo szybko zrezygnował. W wyniku tej decyzji jednak resztę swojego życia spędził pod kluczem…

Życzę, aby Josef Ratzinger nie spędził reszty życia pod jakimś metaforycznym kluczem i żeby miał okazję poświęcić je, jak to sam określił, modlitwie, ale również pisaniu książek.

Gratuluję odwagi lub, jak mówią inni, dojrzałości. Często trzeba zrezygnować, aby wygrać. Bycie osobą ‘na świeczniku’ pozwala robić wrażenie, ale to poza świecznikiem, w normalnym życiu, możemy wpływać realnie na życie innych ludzi, bliskich. Świat nie ulega zmianie poprzez robienie wrażenia, ale wpływanie. Może Josef Ratzinger dokona więcej poprzez abdykowanie niż poprzez pontyfikat.

Arcyciekawe pozostaje, kto zostanie wybrany następnym papieżem. Ten wybór nie jest tylko ciekawy, ale też ważny. Ten człowiek ukształtuje nie tylko Kościół Rzymsko-Katolicki, ale również wpłynie na całe obecne chrześcijaństwo. Myślę, że powinniśmy się o to modlić. Moim faworytem pozostaje kardynał Wiednia Christof Schonborn. W jego życiu jest wyraźny moment nawrócenia. Jest bardzo otwarty na wspólnoty o charakterze charyzmatycznym i ewangelicznym, a przede wszystkim w sercu jego głoszenia jest Chrystus.