Jak Bóg odbudowuje Naród. Powrót Izraela z Babilonu

Agnieszka O.

Bóg z jednego pnia wywiódł narody ziemi; wyznaczył im granice i czasy zamieszkania, aby szukały Boga. (Dz.17:27b)

Naród

Bóg wyznacza narodom granice i czas. Ich celem jest szukanie Boga. Kiedy człowiek znajduje Boga, zawsze dochodzi do miejsca, w którym chce być Jego sługą. I zawsze Bóg znajduje mu właściwe zadanie.

On również wyznacza powołanie narodom – rolę, jaką mają spełnić w danym im czasie w całym dziele istnienia historii. Narody mogą wypełnić to powołanie, bądź nie: mogą trwać przez wieki, albo znikać z map świata a nawet z jego demograficznych statystyk. Są narody, które umierają i są narody, które powstają. Są narody skazane na banicję, są narody ukryte w podziemiach, są narody, które się budzą, są narody, które gasną.

Ich zadaniem jest szukać Boga. Zanim Jezus powróci, ewangelia dotrze do wszystkich zakątków ziemi – każdy naród usłyszy o Jego zbawieniu. Wtedy Jezus powróci. Wniosek z tego taki: historia świata zdąża do przyjścia Jezusa. Historia świata zdąża do przygotowania drogi na Jego ponowne przyjście. Zaryzykuję tezę, że historia narodów jest determinowana i finalizowana przez odwieczny plan ponownego przyjścia Jezusa – Króla. Ich celem jest bowiem szukanie Boga.

Bez wątpienia tak ma się sprawa z narodem Izraela. W księdze Daniela na przykład Bóg zapowiada odbudowę Izraela, przepowiadając przy tym dzieje kilku innych narodów – ich panowanie i upadki – a kończy… na ponownym przyjściu Jezusa. Takie było objawienie dane Danielowi. Ryzykuję więc tezę ponownie: narody winny szukać wypełnienia swojej roli z uwagi na to, że sprawa toczy się o przygotowanie drogi na ponowne przyjście Jezusa.

Naród nie jest pojęciem stworzonym przez człowieka. Bóg jest ojcem narodów. On je stworzył. Z jednego pnia wywiódł wszystkie narody ziemi.

Dlaczego Bóg mówi o ludzkości po Abrahamie – w tobie będą błogosławione wszystkie NARODY ziemi? Dlaczego nie mówi „cała ludzkość”. Czyż to nie to samo? Musimy uznać, że skoro Bóg posługuje się kategorią „naród”, znaczy to, że kategoria ta ma jakieś znaczenie. On mówi, że wyznacza narodom czas i granice. On mówi, że wszystkie narody przyjdą i oddadzą Mu pokłon (Obj. 15,4). On mówi, że będzie sądził narody (Ps. 98:9). On jest Panem narodów (Ps. 82:8). W BOŻEJ MENTALNOŚCI JEST POJĘCIE NARÓD. On dokładnie wie, w czyich lędźwiach – od samego Noego – byliśmy(por. Hbr 7:9-10). On dokładnie wie, czyim dziedzicem jesteśmy. On dokładnie wie, jakie błogosławieństwo z powodu posłuszeństwa naszych ojców spływa na nas, a jakie przekleństwo z powodu ich nieposłuszeństwa. Dzięki Bogu, Jezus uwolnił nas od przekleństwa zakonu: On zamienia przekleństwo na błogosławieństwo w naszym życiu. Czy widzimy również, że zamienia je w naszym narodzie?

Bóg zbawia całe narody. Bóg wybrał w konkretnym potomku Abrahama cały NARÓD Izraela, nie tylko pojedynczych jego potomków. Tak myśli Bóg. I w którymś swoim ludzkim stworzeniu, czego już nie dojdziemy, ale przede wszystkim w swojej woli Wszechmocnego Bóg powołał do życia także naród polski.

Powrót Izraela z Babilonu

Bóg nie rezygnuje.

W swoich odwiecznych planach odbudowuje narody skazane przez świat na zagładę. On ma na to swoje sposoby i miał takie na wyprowadzenie Izraela z niewoli babilońskiej. Zobaczmy jak służba prorocza i służba modlitwy poprzedza i dokańcza dzieło, jak sprowadza Boże plany z nieba na ziemię.

Historia ma się tak:

W VI w. p. n. e. Izrael jest w niewoli. Już od roku 720 p. n. e. (całą historia w tym tekście miała miejsce w erze przedchrystusowej, w związku z czym przy kolejnych datach nie będę wskazywała już ery) w bezkresach krótkotrwałej Asyrii rozprasza się na zawsze dziesięć plemion Królestwa Izrael – wygnanych z północnych terenów Obiecanej Ziemi, by nigdy nie powrócić – zgodnie z planem władców Imperium Asyryjskiego. Historia mówi: „dziesięć zaginionych plemion”.

Jakieś półtora wieku później los rozproszonych braci podzielają ostałe dwa plemiona Królestwa Judy – one, nieusłuchawszy rad proroka Jeremiasza muszą patrzeć, jak Babilon plądruje świątynię Boga Izraela, a potem długimi tysiącami – z książętami i kapłanami na czele, z kłującym serce bagażem tego, co dało się ocalić ze świątyni – wędrować na wschód, do niewoli, w sam środek imperium nowobabilońskiego, które już wkrótce wchłonięte zostanie przez Imperium Perskie, ciągnące się od Egiptu włącznie po współczesne zachodnie granice Indii. Tam to Izrael płacze w Psalmach:

Nad rzekami Babilonu – tam siedzieliśmy i płakaliśmy na wspomnienie Syjonu.
Na wierzbach w tamtej krainie zawiesiliśmy lutnie nasze,
Bo tam żądali od nas słów pieśni Ci, którzy nas wzięli w niewolę, a ciemiężcy nasi – radości: Śpiewajcie nam jakąś pieśń Syjonu!
Jakże mamy śpiewać pieśń Pana na obcej ziemi? (Ps. 137:1-6)

Co pozostało wybrańcom Boga na obczyźnie?

Za nimi zniszczona świątynia. Kapłani nie mają gdzie składać ofiar, wieczny płomień już się w miejscu świętym nie pali, kadzidło nie wznosi już w górę woni uwielbienia. Tysiące ludu na pustkowiu. Bez nadziei, opuszczeni… Zrządzeniem opatrzności – nie do końca. Zabrali coś ze sobą. Zabrali pamięć dni dawnych, zabrali wspomnienia Boga Przymierza. Zabrali pismo i zdolność pisania. Czas diaspory, to czas, gdy Izrael (tu już używam tego określenia w znaczeniu narodu, nie nieistniejącego już królestwa północnego) znajduje ukojenie w pisaniu – sumiennym przepisywaniu świętych pism przez całe klany skrybów. Jak diaspora szeroka – Izrael zanurzył się w pismach. Przepisywał dotychczasowe, tworzył nowe, religijne i świeckie. I nauczał pokolenie nie znające wolności: jak Imperium długie zaczął budować synagogi – miejsce nauki i spotkań – i jak nigdy dotąd przestrzegać sabatu. W tej niewoli dzieje przymierza Boga i Izraela odżyły w zapisywanych z pasją zwojach. Z pism stworzonych nad rzekami Babilonu wieki później czytał Jezus w świątyni.

Jak więc doszło do tego, że naród powrócił do swojej Ziemi Obiecanej, a znający świątynię tylko z opowiadań ojców, mogli ją ujrzeć na własne oczy?

Uprowadzony wraz z rodakami do Babilonu w 597 r. Ezechiel przez kilkanaście lat na ziemi wygnania proroczo naznacza swój naród Bożą obecnością – zapowiada Boży plan odnowy Izraela od wydarzeń najbliższych aż po czasy ostateczne (!).

Kontynuacją jest potężna służba prorocza Daniela. Daniel pości i prorokuje: prorokuje na czas obecny i przyszły. Wiernie staje przed obliczem żywego Boga, znając obietnicę powrotu Izraela po siedemdziesięciu latach niewoli: modląc się z wyprzedzeniem lat oczekuje ich kresu – tak za panowania czterech władców, aż do perskiego Cyrusa. Władca potężnego imperium obdarza niespotykaną przychylnością uprowadzony naród i wysyła go z powrotem do Jerozolimy, by odbudował zniszczona świątynię. W tych latach Daniel prorokuje nie tylko o powrocie do Ziemi Obiecanej – to potężna służba prorocza sięgająca znów bardzo wyraźnie po czasy ostateczne. Ona otworzyła drogę do powrotu: w r. 538 pierwsza fala Żydów wraca do centrum Kanaanu – Jerozolimy (Ezdr. 1), aby pod wodzą Zerubbabela odbudować świątynię Pana (Ezdr. 3:8 nn).

Prace budowniczych jednak nie trwają długo, tylko do 534 r. Ustały na lat kilkanaście. Co się stało w 534 r.? W tym roku zmarł prorok Daniel i w tym roku pojawiły się trudności, których budowniczy nie byli w stanie przez te kilkanaście lat pokonać(Ezdr. 4:1 nn).
Kiedy prace ruszają na nowo? Jak wskazuje Ezdr. 4:24 – w drugim roku panowania Dariusza, króla perskiego, co historia datuje na rok 520. Co się stało w tym roku? W tym roku na dwa lata na scenę historii wchodzą prorocy Aggeusz i Zachariasz. I, jak wiemy głównie z księgi tego pierwszego, to oni obudzili nowy zapał budowniczych świątyni (p. też Ezdr. 5:1; 6:14). Ten drugi z kolei, jak jego poprzednicy, sięga znów po czasy ostateczne – przygotowuje proroczo nadejście Mesjasza. W cztery – pięć lat świątynia jest odbudowana. Mamy rok 515. Mamy wydarzenia opisane w Ezdr. 6, 15nn – oglądamy poświęcenie świątyni. Służba świątynna rozpoczęta na nowo. Dokładnie siedemdziesiąt i pół roku od chwili jej zaprzestania.

Kolejne lata nie przynoszą jednak nic chwalebnego – możnaby powiedzieć: nie dzieje się nic. Faktycznie jednak dzieje się źle – w Jerozolimie i – jak się później przekonamy – w całej diasporze. Świątynia odbudowana przez Zerubbabela stoi, lecz miasto Jerozolima ciągle w gruzach, a lud w grzechu i braku poznania.

Historia jednak znowu zaczyna prostować ścieżki: 57 lat później, gdy pojawia się Ezdrasz – wystawiennik i nauczyciel. Jest rok 458 i Ezdrasz na czele tzw. drugiej fali powrotu wyrusza z Babilonu do ziemi swoich ojców (Ezdr. 7:1 nn).

Jak źle działo w nieobwarowanym mieście, Ezdrasz zobaczył na własne oczy. Odnowienie w 515 r. kultu świątynnego nie odnowiło duchowego życia narodu. Wiarołomstwo, w którym „przodowali naczelnicy i przełożeni” (Ezdr. 9:2 rozdarło w pokucie szaty Ezdrasza. Ezdrasz wstawia się z płaczem za narodem przed swoim Bogiem. Potem powstaje z kolan i zaprowadza porządek – pracuje z ludźmi: zarządza i naucza.

A miasto ciągle nieodbudowane.

W dalekiej babilońskiej Suzie jest jednak Nehemiasz. Wieść o mieście bez murów łamie mu serce (Neh. 1:3-4). To kolejny człowiek, który w modlitwie woła do Boga za Izraelem.

Mija właśnie 140 lat od uprowadzenie do niewoli, a 70 od poświęcenia odbudowanej świątyni. W roku 445 Nehemiasz przybywa do Jerozolimy z trzecią falą powrotu. Ten strategicznie zabiera się za odbudowę murów miasta. Buduje sprawny zespół, który, gotowy do walki, z mieczem w jednej, z cegłą w drugiej dłoni, mimo przeciwności, wznosi obwarowania Jerozolimy. Ezdrasz, będący w mieście również, znika nam na ten czas z oczu, by pojawić się w 8. rozdziale księgi Nehemiasza – kiedy mur po roku pracy już stoi. Ezdrasz przyniósł ocaloną w diasporze księgę Zakonu Mojżeszowego i odczytał przed całym ludem „ustęp po ustępie, od razu wyjaśniając” (Ezdr. 8:9), a całe zgromadzenie pokutowało przed Bogiem z powodu grzechów swoich i grzechów swoich ojców, i odnowiło przymierze ze swoim Bogiem. Na dowód odnowy przymierza została sporządzona pisemna umowa, następnie opieczętowana i podpisana przez przedstawicieli narodu – książęta, lewitów i kapłanów (Ezdr. 10:1). To czas, który uznaje się za początek judaizmu, którego spuścizna żywa jest i obecnie, i który to judaizm – z negatywnymi znamionami czasu niestety – zastał na ziemi Jezus.

Tak Izrael powrócił z niewoli, osiadł na nowo w Ziemi Obiecanej z sercem szukającym Boga. Bóg postawił go znów na prostej drodze oczekującej przyjścia Mesjasza. Boże plany wypełnione poprzez pracę, której początkiem, wtórem i końcem był głos proroczy, głos głębokich modlitw zanoszonych przez człowieka do Boga.

W diasporze babilońskiej miało miejsce jeszcze jedno, niezmiernie ważne wstawiennictwo. To głos królowej Estery przed Ahaszweroszem, którego historia zna częściej jako Kserksesa panującego w latach 486-465. Na jego dworze w Suzie jest szara eminencja, Haman, organizujący z mocą królewskiego nakazu mord wszystkich Żydów we wszystkich prowincjach Imperium Perskiego. Wiemy, że Estera z narażeniem życia wstawia się za swoim narodem u Ahaszwerosza, dzięki czemu wygrywa życie tysięcy Żydów w diasporze. Wszystkich Żydów w diasporze.

Czy tylko w diasporze?

Jak podaje Pismo Ahaszwerosz wyciąga w stronę Estery berło łaski w dwunastym roku swego panowania, tj. najprawdopodobniej w r. 474. To wstawiennictwo dało życie znanemu już nam Ezdraszowi – ono umożliwiło drugą falę powrotu z niewoli i odbudowę duchowego życia Żydów w Jerozolimie zgodnie z zakonem Bożym. Rok 474 r. to przecież czas, gdy świątynia w Jerozolimie jest już odbudowana (r. 565), lecz Ezdrasz jeszcze nie przybył do świętego miasta, by zawrócić swych braci ze złych dróg.

To wstawiennictwo dało życie i Nehemieaszowi, który stworzył potem militarne bezpieczeństwo świętego miasta. Istota akcji w księdze Estery odbywa na zamku w Suzie. Około trzydzieści lat później nasz Nehemiasz, za panowania Artakserksesa, syna Ahaszwerosza, wyrusza do Ziemi Obiecanej właśnie z Suzy. Żyd ocalały, bo nie wypełnił się plan Hamana. Żyd ocalały, bo znalazł się ktoś odważny na tyle, by narażając życie wstawić się za swoim narodem. Żyd ocalały, bo znalazł się ktoś, do kogo ten, który miał władzę, wyciągnął berło łaski. Gdyby nie Estera, nie byłoby ani Ezdrasza ani Nehemiasza. Izrael w Jerozolimie zniknąłby wśród narodów osiadłych z powodu zawierania małżeństw z tymi narodami, od czego zawróciła ich modlitwa Ezdrasza. Odnowienie przymierza nie byłoby możliwe, bo to Ezdrasza, pisarza i biegłego w zakonie, uproszono, żeby przyniósł księgę Zakonu Mojżeszowego, by jerozolimscy Żydzi mogli do niego powrócić i by mogło stać się to, co nazwaliśmy początkiem judaizmu.

Gdyby nie Estera, nie byłoby judaizmu, nie zachowałaby się żadna z ksiąg Starego Testamentu – zginęłaby w rzezi nienawiści do narodu, który był drogą dla przyjścia Mesjasza. Mesjasz przyszedł (Bóg zawsze zachowuje sobie resztkę, i, jak widzimy, robi to przy udziale sług swoich na ziemi) – i na szczęście w czasie kuszenia na pustyni mógł po trzykroć powiedzieć: „Napisane jest…”, a w świątyni wyjawić: „Dziś wypełniło się to pismo w uszach waszych.”

Teraz czekamy na ponowne przyjście Jezusa. Oblubienica ma wołać „Przyjdź!”. Narody powstawały i upadały – przez wzgląd na naród, który miał zrodzić Zbawiciela Świata. Teraz historia zmierza do Jego ponownego przyjścia. Życzę sobie, by nasz naród wypełnił swoją rolę w przygotowaniu drogi na Jego powrót. Synowie zwracają serca ku ojcom – tym, którzy odważnie i z poświęceniem stanęli na zakrętach historii: Ezechielowi, Danielowi, Zerubbabelowi, Aggeuszowi, Zachariaszowi, Esterze, Ezdraszowi, Nehemiaszowi…

Agnieszka O.

PS
Zdaję sobie sprawę, że nie wyczerpuję tu tematu i skupiam się tylko na wstawienniczej (modlitewnej i proroczej) stronie problemu. Prócz tej jest jeszcze wyraźny aspekt służby społecznej i politycznej bohaterów tego tekstu. Jakkolwiek do dwóch ostatnich kościół w naszym kraju wydaje się jeszcze niesolidnie przygotowany, to do aktywnej modlitwy znacznie bardziej. A.O.