Społeczeństwo obywatelskie z perspektywy Pisma Świetego

Krzysztof Majdyło
Temat polityki jest rzadko poruszany w kościołach ewangelicznych. Polityka jednak nie powinna być przedmiotem tabu. Temat, o którym się nie mówi zwykle jest tematem, w którym panuje wiele nieporozumień i rządzą tam zamiast Słowa Bożego zabobony i lęki. Diabeł mieszka w ciemności, czyli niewiedzy. Gdy na jakiś temat zaczyna się dyskusja i badanie Pisma Świetego, wchodzi tam światło.

Chciałbym, żeby tak stało się z tematem polityki. Kościół ma nie tylko prawo mówić o polityce, ma wręcz obowiązek. Jesteśmy ‚solą ziemi i światłością świata’ (Mat. 3:13-14). Apostoł Paweł powiedział, że żywy kościół jest ‚filarem i podwaliną prawdy’ (1 Tym.3:15). Kto jak nie ludzie wierzący ma wiedzieć, co jest dobre, a co złe? Co więcej, nie tylko mamy obowiązek rozmawiać na temat polityki. Mamy też obowiązek działać, głosować i kandydować. Jeden z współpracowników Pawła – Erast (Dz. Ap. 19:22) odczuł powołanie do służby publicznej i służył dalej Bogu nie u boku apostoła narodów, ale jako skarbnik miejski (Rzym. 16:23). Nie mamy tylko modlić się ogólnie: „Niech będzie wola twoja, Panie”, ale znając Bożą mądrość musimy modlić się o konkretne rzeczy i samemu dokonywać zmiany w naszym kraju.

Boimy się nadużyć. Wielokrotnie wiara była narzucana ludziom decyzją polityczną bez poszanowania wolności człowieka, a kościół zamiast wywierać zdrowy wpływ na społeczeństwa manipulował nim używając władzy politycznej i militarnej. Wielu chrześcijan, nie-katolików ponosi gorzkie konsekwencje chrztu Polski aż do dnia dzisiejszego. Chrzest Polski nie wynikał z cudownego nawrócenia się całego narodu z pogaństwa na chrześcijaństwo, ale z powodu decyzji Mieszka I. Nikt nie pytał każdego obywatela o zdanie. Do dziś nie bycie katolikiem może oznaczać presję otoczenia w naszym kraju. Chrześcijaństwo stało się panującą religią w Polsce siłą, a nie dzięki mocy ewangelii. Nie jest to scenariusz, który chcielibyśmy powtarzać.

Państwo chrześcijańskie nie musi oznaczać odgórnego narzucania wiary.
Ojcowie założyciele USA, m.in. autor Deklaracji Niepodległości Tomasz Jefferson i autor Konstytucji USA, James Madison byli oddanymi chrześcijanami, jednak nie narzucili chrześcijaństwa. Prawo do wolności pozwalało na wolność wyznania każdemu, też nie-chrześcijanom. Pomimo, że chrześcijaństwo nie było narzucone, USA (przynajmniej przez pierwsze lata) słynęło jako państwo chrześcijańskie. Było tak dzięki wpływowi, jaki mieli chrześcijanie na każdą dziedzinę życia społecznego, politykę i ekonomię, sztukę itd. Państwo może więc być postrzegane jako chrześcijańskie nie dlatego, że wiara w Jezusa jest religią obowiązującą, ale z powodu dobrego wpływu, jaki wierzący mogą wywierać na każdą dziedzinę życia.

Bóg pozwala człowiekowi dokonywać wyborów. Robi to nawet wtedy, gdy wie, że niektóre z nich będą błędne (V Moj./Powt. Prawa 30:19). Bóg szanując człowieka, daje mu wolność decyzji. Inny fragment Pisma (Hebr. 5:14) mówi wręcz, że dojrzałość człowieka kształtuje się w miarę podejmowania decyzji pomiędzy dobrem a złem. Aby rozwinąć w pełni swoją osobowość, człowiek musi mieć wolność dokonywania wyborów. Gdy takiej wolności nie ma, ludzie nie rozwijają w pełni swojego potencjału. Np. nadopiekuńczy rodzice mogą zrobić z dziecka psychologicznego kalekę. Tak samo kościół, który nie daje ludziom sposobności do wyborów, zadawania pytań i poszukiwania odpowiedzi pozostawia wierzących duchowymi kalekami. Przechodząc na grunt polityki mamy dwa skrajne modele państwa: państwo opiekuńcze i państwo ze społeczeństwem obywatelskim. Państwo opiekuńcze nie ufając obywatelowi i bojąc się, żeby obywatel się nie pomylił, podejmuje wiele decyzji za obywatela. Państwo obywatelskie pozostawia obywatelowi większość decyzji i pozwala przez to na rozwój jednostek. Państwo opiekuńcze czyni z człowieka społecznego kalekę.

Oczywiście stopień ingerencji w życie jednostki w różnych modelach państw jest/był różny. Przykłady państw opiekuńczych to np. państwa komunistyczne, socjalistyczne, faszystowskie, a w dzisiejszych czasach delikatną formą państwa opiekuńczego jest model państwa socjaldemokratycznego (przykładem jest tu oczywiście dzisiejsza Polska). Państwo decyduje np. jak ma wyglądać twoje ubezpieczenie zdrowotne i oszczędzanie na emeryturę (ZUS). Państwo zdecydowało, że gdybyś jako obywatel dostał do ręki np. dodatkowe 1000 zł miesięcznie, a nie oddał go ZUS-owi, to nie poradziłbyś sobie z opieką zdrowotną i odkładaniem na bezpieczną starość. Odebrano więc obywatelowi część prawa do własności (istnieją trzy naturalne prawa dane każdemu człowiekowi: prawo do wolności, własności i do życia) zmuszając go do oddawania pieniędzy ZUS-owi. Innym przykładem jest edukacja. Edukacja jest obowiązkowa i jej materiał jest narzucony przez państwo. A co jeśli chciałbym, żeby moje dzieci przerabiały inny materiał? Moje prawo do wolności jest tutaj ograniczone. Oczywiście przykłady można mnożyć.

W Państwie szanującym obywatela istnieje niezbędne minimum uprawnień rządu i maksimum wolności jednostki. Rząd ma chronić prawo obywatela do życia, wolności i własności. To minimum uprawnień rządu to odpowiedzialność za bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne, sprawne sądownictwo i niewiele więcej. Wojsko zapewni bezpieczeństwo zewnętrzne. Policja wewnętrzne. A sądy przestrzeganie prawa. To da obywatelowi bezpieczeństwo i wolność do działania, do przedsiębiorczości i przyniesie finalnie dobrobyt krajowi. Łatwo sobie wyobrazić, że w takim Państwie podatki są minimalne, a więc więcej pieniędzy zostaje w rękach obywatela (Przyp./Przys. 29:4).

Źródłem pochodzenia państwa opiekuńczego jest strach. Gdy prorok Samuel był stary, Izrael poprosił go, aby wybrał im króla. Do tej pory ludzie czerpali swoje bezpieczeństwo z faktu, że prorok Samuel żył z nimi. Gdy Samuel ma odejść, pojawia się dylemat: albo zaczniemy sami wierzyć Bogu Samuela i mieć z Nim relację, albo znajdziemy inne zabezpieczenie. Wybrano to drugie. Wybierzemy króla, na rzecz którego zrzeczemy się naszych praw.

[Król] będzie zabierał waszych synów, …wasze córki, …wasze pola, … na wasze trzody nałoży dziesięcinę… (1 Sam. 8:10-20)

W oczach Boga to było złe rozwiązanie. W ten sposób Izrael stał się monarchią konstytucyjną. Do tej pory był republiką wolnych ludzi, którzy mieli swoją konstytucję – Prawo Mojżeszowe. W tej republice Bóg wzbudzał co jakiś czas sędziów i proroków, którzy nawoływali ludzi do powrotu do Bożego Prawa. (Dzisiaj takich ludzi nazwalibyśmy działaczami politycznymi czy społecznymi.) Warto wspomnieć, że w tej republice większość odpowiedzialności niosła na sobie rodzina (edukacja, opieka społeczna, dobrobyt jednostek, opieka medyczna), a nie rząd. To, jak strach prowadzi do zrzekania się praw jednostki na rzecz państwa widać też dzisiaj. Wystarczy akt terroryzmu (terroryzm oznacza manipulowanie ludźmi za pomocą terroru, czyli strachu), a już ludzie zgadzają się na podsłuchiwanie ich rozmów telefonicznych i czytanie prywatnych e-maili, zaglądanie w ich rachunki bankowe i aresztowania do wyjaśnienia. Strach ma zawsze jedno źródło i jest nim diabeł (król strachów, patrz. Joba/Hioba 18:14). Bóg nie działa poprzez strach, ale poprzez wiarę. Strach, że obywatel sobie nie poradzi, że mu nie wyjdzie itd. nie może być fundamentem budowania państwa. Państwa opiekuńcze są zbudowane na niewłaściwym fundamencie.

Teraz, gdy powstaje w Polsce pytanie, czy państwo ma być socjalne czy liberalne, odpowiedź dla wierzących powinna być jedna. Państwo powinno być liberalne, czyli szanujące wolności obywateli. Państwo socjalne oznacza państwo opiekuńcze. Państwo opiekuńcze kusi stwierdzeniami: „Ja się tobą zaopiekuję. Dam ci pracę. Zapewnię opiekę medyczną i edukację dla twoich dzieci i bezpieczną starość.” Ale to, co robi z drugiej strony, to zabiera ci twoje prawa i pieniądze, tłumi twoją kreatywność, potencjał i dusi twoją inicjatywę. Są rzeczy, które widzimy i te, których nie widzimy. To, co widzimy to ‚wspaniały’ system opieki medycznej i społecznej, dotacje dla rolników, górników i innych grup zawodowych, szumne programy i agendy rządowe. Widzimy jak państwo robi to, buduje tamto i ustanawia coś jeszcze. Wspaniale, ale… nie widzimy tego, co by było, gdyby te pieniądze, które państwo wydało na swoje działania, pozostały w rękach obywateli. Nie widzimy podwyższonych płac, bo państwo zabrało pieniądze pracodawcom. Nie widzimy, jak ludzie biorą się do pracy, bo póki państwo daje, praca się nie opłaca. Nie widzimy jak ludzie zakładają własne biznesy, bo ZUS, podatki i różne regulacje powodują, że stają się one (biznesy) nierentowne. Nie widzimy jak obywatele dają pieniądze na działalność charytatywną, kulturalną czy naukową, bo państwo było pierwsze. Niestety to, co ludzie widzą, jest dla nich bardziej realne niż to, czego nie widzą. Rząd, który nie jest aktywny postrzegają za zły. Choć sukcesem rządu byłoby ograniczenie aktywności i pozostawienie jej w gestii obywateli.

Może ktoś powie, że wspólnota jest ważniejsza niż jednostka. Czyż indywidualizm nie jest problemem dzisiejszych czasów? Tak, ale tylko silne i dojrzale jednostki budują silną wspólnotę (kościół, miasto, naród). Słabe i nieświadome swoich praw i obowiązków jednostki nie zbudują niczego silnego. Możliwość decyzji to motor rozwoju jednostki. Mam świadomość jako pastor, że jeśli członkowie naszej wspólnoty (Armia Dawida) nie będą mieli osobistej relacji z Bogiem i nie będą świadomi swojego unikalnego powołania i nie zaczną sami działać, wspólnota będzie słaba i niezdolna do skutecznego działania. Ta sama zasada obowiązuje w kontekście społeczeństwa. Społeczeństwo jest na tyle silne, na ile silni są obywatele, a nie na ile silni są rządzący.

Kościół powinien przyczynić się do budowania społeczeństwa obywatelskiego. Wynika to po prostu z szacunku do Stwórcy, który stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Każdy człowiek nosi w sobie unikalność, a prawo do życia, wolności i własności pozwalają, aby ta unikalność się wyrażała. Kościół powinien promować ten rozwój i przeciwstawiać się wszystkiemu, co zabiera człowiekowi dane mu przez Boga prawa i godność. Model państwa opiekuńczego nie powinien być wspierany przez nas, ludzi wierzących.

To właśnie biblijne chrześcijaństwo było przez wieki ostoją myśli o społeczeństwie obywatelskim. Często mówiono o tym jednym tchem razem z ewangelią. Była to myśl przewodnia takich dokumentów jak „Deklaracja Niepodległości” czy „Konstytucja Stanów Zjednoczonych”, napisanych przez ludzi wierzących (T. Jefferson i J. Madison). Z falami reformacji i duchowych przebudzeń wielokrotnie przychodziły przemiany polityczne kształtujące liberalne podejście do ekonomii i polityki. Męczennicy za wiarę wielokrotnie byli również wieszczami przemian politycznych i społecznych. Generalizując należy stwierdzić, że ruch protestancki budował społeczeństwa obywatelskie, natomiast katolicyzm wspierał państwa opiekuńcze (kiedyś monarchie, obecnie socjaldemokracje). Warto nadmienić, że poprzedni papież Jan Paweł II w swoich wypowiedziach był otwartym socjalistą obstającym przy państwie solidarnym tzn. opiekuńczym. Twierdził, że państwo oprócz zapewnienia obywatelowi jego podstawowych praw (życia, wolności i własności) ma zapewnić mu również prawo do wyżywienia, mieszkania, opieki zdrowotnej itd., a sprawiedliwa postawa państwa polega na równym podziale dóbr dla każdego obywatela. Oczywiście taka sprawiedliwość jest bezprawiem dlatego, że aby komuś dać, należy komuś innemu zabrać, łamiąc jego prawo własności (np. podatkami).

Reformacja odnowiła odpowiedzialność jednostki za własne zbawienie i relację z Bogiem. Powiedziała, że nie ma żadnego pośrednika, który przyprowadzi człowieka do Boga prócz samego Chrystusa. I dlatego żadna instytucja, nawet kościelna, żadna osoba (kapłan, biskup czy papież), żaden rytuał nie zastąpi i nie może zastąpić osobistej odpowiedzialności człowieka przed Bogiem. Wg Lutra Biblia jest księgą jasną, w której Bóg objawia prawdę, a nie ją ukrywa. Z powodu powszechnego kapłaństwa wierzących, każdy chrześcijanin musi ją czytać, może ją rozumieć i się nią kierować w życiu. W ten sposób ewangelia rodziła wolne jednostki i wolne społeczeństwa.

Możemy zmienić przyszłość, również polityczną, Polski. Oczywiście Kościół Jezusa Chrystusa poradzi sobie w każdej sytuacji, ale Bóg oczekuje, że zmienimy nasz kraj tak, „abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości” (1 Tym. 2:2).

Dziś oprócz modlitwy jest wolność słowa (ten artykuł jest tego wyrazem), możliwość głosowania i możliwość kandydowania. Mamy odpowiedzialność, aby uczniami czynić nie tylko jednostki, ale również nasz naród (Mat. 28:19). Musimy być prorokami, którzy ogłoszą prawdę na scenie politycznej Polski. Prawda tworząc wolne jednostki, stworzy wolne społeczeństwo!

Poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi. (Jana 8:32)