Bóg wymalował przede mną Inny Świat

Rafał

Moja historia nie odbiega znacząco od historii wielu tysięcy Polaków. Jak większość z nas wyrosłem w rodzinie katolickiej. W wyznaczonym przez Kościół Rzymsko-Katolicki wieku przyjmowałem sakramenty, które miały mi pomóc w mojej drodze za Nieznanym Bogiem. Tak jak inni przechodziłem przez różne etapy mojego wtajemniczenia związanego z poznaniem Kościoła, jego obrzędów, liturgii i przepisów, którymi się rządzi. Jako mały chłopiec mało interesowały mnie sprawy duchowe. Wiara kojarzyła mi się jedynie z niedzielnym przykrym obowiązkiem, przydrożnymi krzyżami i odmawianiem pacierza wieczornego.

W wieku 10 lat w wyniku dramatycznych historii o objawieniach maryjnych dotyczących końca świata zainteresowałem się bardziej moją duchowością, co wcale nie przełożyło się na głębsze poznanie tego Nieznanego Boga. Ze względu na to, iż czas końca świata nie nastąpił, przestałem się interesować kościołem. W tamtym okresie mego życia Boga spostrzegałem jako osobę starą, odległą, zimną, zainteresowaną jedynie przyłapaniem mnie na popełnieniu jakiegoś grzechu. Od tego momentu świat duchowy został wyparty z mojego życia, pozostawiając po sobie jedynie świadomość istnienia Innego Świata, w którym się znajdę po mojej śmierci.

Mijały lata. W wieku 15 lat opuściłem swoje rodzinne strony i wyjechałem do szkoły z internatem z dala od mojej rodziny i przyjaciół. Wydarzenie to bardzo znacząco odbiło się na mojej osobowości. Trudno mi było się odnaleźć w totalnie nowym środowisku, pośród całkowicie mi obcych ludzi. Nie udało mi się od razu zaaklimatyzować, co też odbiło się na moich wynikach w nauce. Dawniej wzorowy, bardzo aktywny uczeń stał się przestraszonym chłopcem walczącym z silniejszymi od siebie rówieśnikami i starszyzną internatu o swoje miejsce w hierarchii. Moje dawne środowisko z rodzinnych stron przestało istnieć. Bardzo rzadko udawało mi się kogoś spotkać ze starej „paczki kumpli” podczas moich wypadów do domu. Po roku w końcu udało mi się zaaklimatyzować i odnaleźć względnie pozycje w internatowym świecie. Niewątpliwie pomogły mi w tym treningi Taekwondo – koreańskiej sztuki walki, które stały się celem numer jeden w moim życiu. Szkoła mnie mało interesowała, liczyło się jedynie to, kiedy stanę się wystarczająco dobry, aby startować w zawodach. Setki godzin na najróżniejszych treningach spowodowały, że przestałem się angażować w najróżniejsze aktywności życia społecznego. To powodowało, że zaczynałem się zamykać w sobie i moje kompleksy zaczynały narastać. Za każdym razem, gdy coś mi się nie udawało lub po prostu odczuwałem tzw. ból egzystencjalny, uciekałem w trening. Taekwondo stało się wszystkim, co robiłem, o czym myślałem i o czym marzyłem. Harmonogram treningów jedynie przerywały wspólne imprezy z ekipą z internatu.

W wieku 18 lat zacząłem zauważać swoje ograniczenia i zastój intelektualny. Razem ze swoim kumplem z Bytowa zaczęliśmy pochłaniać literaturę na temat zjawisk ponadnaturalnych. W gazetach, książkach o tej tematyce, poszukiwałem sensu życia. Odskocznią od parapsychologii stała się dla mnie psychoanaliza Zygmunta Freuda. Ze względu na dość ograniczone władze poznawcze, w tamtym okresie mojego życia, na szczęście mało z czytanych spraw rozumiałem.
W tym poszukiwaniu sensu życia i rozwoju osobistego na jednym z moich treningów taekwondo spotkałem mojego przyjaciela z lat szkoły podstawowej, który opowiedział mi o spotkaniu, które odmieniło jego życie. W wyniku tego spotkania zmienił się z osoby zbuntowanej, która nie widziała sensu w życiu w osobę radosną i pewną swego przeznaczenia. W miarę jak mi opowiadał tę historię narastała we mnie chęć dowiedzenia się, o kim on w ogóle mówi. W końcu spytałem. Odpowiedź była krótka i bardzo zdecydowana: JEZUS.

Odpowiedz zabrzmiała tak dobitnie, że na chwilę mnie zamurowało. Zapadła cisza. Przez moment pomyślałem sobie, że mój przyjaciel wstąpił do sekty Świadków Jehowy. Ale na szczęście okazało się, że Adam nawrócił się do Boga. Po raz pierwszy w życiu usłyszałem kogoś, kto z entuzjazmem opowiada o swojej wierze w Boga i chodzeniu do kościoła. Historia o Bogu dobrym, łaskawym i pełnym miłości zainteresowała mnie na tyle, że następnego dnia poszliśmy na spotkanie kościoła Zielonoświątkowego w Bytowie. Tam usłyszałem ewangelię zbawienia i o wielkim przebaczeniu, które Bóg darował mi w wyniku śmierci Jezusa Chrystusa. Świadomość istnienia Boga jako bliskiego moim codziennym zmaganiom oraz świadomość jego pomocy obudziła we mnie chęć poznania Go. Ponadto usłyszałem, że moje życie na ziemi nie jest bezsensowne, ale ma cel i przeznaczenie dane mi od Niego. Jedyną przeszkodą na drodze do zrealizowania tego przeznaczenia jest mój grzech, który skutecznie oddziela mnie od Boga i sprawia, że nie mogę pełnić Jego woli. Podczas jednego ze spotkań w kościele zrozumiałem, że muszę pojednać się z Bogiem i przeprosić Go za moje grzechy. Tak naprawdę muszę rozpocząć moją historię życia razem z Bogiem. Moje wcześniejsze odczucia religijne były nieudaną imitacją prawdziwego życia w wierze w Boga.

Na jednym ze spotkań podszedłem do przodu i kaznodzieja pomodlił się o mnie i pomógł mi pojednać się z Bogiem. Podczas modlitwy poczułem na całym ciele obecność Boga. Jego miłość przepływała przeze mnie jak fale ciepła. Poczułem wielką miłość, jakiej nigdy nie doświadczyłem. Rozpłakałem się. Było niesamowicie. Zdobyłem pewność Bożej obecności i jego bezwarunkowej miłości. Tego wieczoru Bóg pozwolił mi się odnaleźć i po raz pierwszy obudziło się we mnie poczucie mego życiowego przeznaczenia. Od tego momentu Bóg stał się najważniejszą osobą w moim życiu. Każdego dnia szukam u niego wsparcia i siły, by sprostać różnym wyzwaniom. Pismo Święte stało się dla mnie skarbnicą mądrości pouczającą mnie, jak żyć, jak postępować, aby podobać się Bogu, być przyjaznym ludziom i odnieść życiowy sukces. Bóg jest dobry. Wiem, że chce On tego, co najlepsze dla mojego życia. Ufam mu bezgranicznie. Nigdy się na Nim nie zawiodłem.

Jestem szczęśliwy, że teraz, Ten wcześniej Nieznany dla mnie Bóg, wkroczył w moje życie, wymalował przede mną Inny Świat, świat, w którym nie siła, władza, moc intelektu, ale miłość decyduje o tym, kim się stajemy i co osiągamy, świat, gdzie łaska góruje nad bezwzględnością, a wiara rozwiewa wszelką wątpliwość.