Płakałem z radości, gdy Bóg przyszedł do mnie

Krzysztof Majdyło
Myślę, że zawsze byłem człowiekiem wrażliwym i szukałem ‚czegoś więcej’, jakiejś duchowości. Jako nastolatek wierzyłem w Boga, ale uważałem Go za kogoś odległego, abstrakcyjnego. Nie spodziewałem się, że można Go spotkać i doświadczyć w życiu.

Swoje poszukiwanie duchowości szybko ukierunkowałem w inne strony. Interesowały mnie mity dawnych kultur, mroczna muzyka, artystyczne klimaty i odloty. Zaczynałem wchodzić w coraz ciemniejsze klimaty. W pewnym momencie poznałem ludzi, którzy Boga traktowali poważnie. Wydawało się, że Go po prostu znali. To spotkanie zaowocowało tym, że wyjeżdżając po skończeniu szkoły średniej na studia do Gdańska wziąłem ze sobą Biblię. Pomyślałem, że to interesujące poczytać ‚starożytną księgę’.

W miarę jej czytania zaczynałem coraz wyraźniej widzieć, że moje życie jest puste, że jest wiele rzeczy, które powinienem zmienić. Zacząłem okres zmian. Chciałem być po prostu dobrym człowiekiem. Próbowałem i próbowałem. Ku mojemu przerażeniu już po kilku miesiącach zobaczyłem, że żadne zmiany nie są możliwe. W każdej dziedzinie życia, za którą się wziąłem doświadczałem upadku. Czułem się jak marionetka na sznurkach. Chcę iść w pewną stronę, ale nie mogę, bo sznurki trzymają. Chcę dobrego, ale robię zło. Poczułem, że jest jakaś ciemna siła, o której istnieniu nie wiedziałem wcześniej, która kontroluje moje życie. Do dzisiaj pamiętam swoją frustrację. Wiedziałem, że jestem zły, grzeszny, ale nic nie mogłem z tym zrobić.

Usiadłem na łóżku w wynajmowanym pokoju i zacząłem płakać. Nagle przez głowę przemknęła mi myśl, jak objawienie. ‚Bóg nie chce, abym sam przemienił moje życie swoją własną mocą, ale chce, abym oddał je w Jego ręce. Wtedy dopiero On będzie mógł zadziałać.’ Pomyślałem, że całe życie nazywałem Jezusa ‚Panem’, ale nigdy nie robiłem tego świadomie. Mówiłem ‚Panie Jezu’, jak się mówi ‚panie Waldku’. Nie był dla mnie Mistrzem, Królem… Zrozumiałem, że muszę szczerze oddać Mu żucie i świadomie nazwać Go moim Panem. To jest mój ratunek. Płacząc ukląkłem koło łóżka i zacząłem się modlić. Swoimi słowami powiedziałem, że sobie nie radzę i potrzebuję Jego pomocy. Poprosiłem, żeby został moim Panem. Nagle jakby wielki ciężar zszedł ze mnie. Ulga była tak realna. Atmosfera w pokoju się zmieniła. Czułem, jakby ktoś jeszcze wszedł do pokoju. Poczułem od tej istoty taką miłość i akceptację jak nigdy od nikogo. To był Bóg! Wiedziałem, że bardzo mnie kocha i że coś w moim życiu zmieniło się raz na zawsze. Było mi tak dobrze. Czułem wręcz euforię, choć niewiele wtedy z tego, co się dzieje rozumiałem. Zacząłem się zanosić płaczem, ale nie był to tym razem płacz smutku. Ja płakałem z radości. Nigdy wcześniej mi się coś takiego nie przydarzyło. Gdy już trochę ‚ochłonąłem’ i podszedłem do okna zobaczyłem tęczę. Wiedziałem, że to znak dla mnie, że Bóg zawarł ze mną przymierze. I znów zacząłem płakać z radości.

Od tego dnia wszystko się zmieniło. Gdy modliłem się, wiedziałem, że nie mówię do próżni. Gdy czytałem Pismo Święte, ono przemawiało do mnie. Moje życie zaczęło się zmieniać. Od tej pory rozpoczęła się przygoda życia z Jezusem! Spotykam Go, znam Go i za nic tego nie oddam!