Chrześcijanin może mieć demona

Krzysztof Majdyło
Od kiedy poznałem Ducha Świętego i zacząłem usługiwać ludziom z Jego mocą widziałem chrześcijan uwalnianych od demonów. Nie zastanawiałem się nad kwestią teologiczną, czy demony mogą być w ludziach wierzących, ponieważ widziałem, że są.

W czasie modlitwy, dzięki mocy Ducha Świętego i imienia Jezusa, demony wychodziły z ludzi często z towarzyszącymi dramatycznymi manifestacjami. Były to konwulsje, wymioty, krzyki. Demony objawiały się, mówiąc do nas ustami osoby uwalnianej. Często używały języków, których ich ofiary nie znały np. angielski, hiszpański czy łacina. Nie zastanawialiśmy się, czy demony mogą być w chrześcijanach, tak jak ty nie zastanawiasz się, czy istnieje słońce, po prostu to widzieliśmy i wiedzieliśmy.

Później spotkałem się z poglądami krążącymi w kościołach mówiącymi, że chrześcijanie nie mogą być zniewoleni przez złe duchy. Spotkałem się też z ofiarami tych poglądów, tzn. z chrześcijanami, którym powiedziano, że ich problemy nie są natury demonicznej, zostawiając ich bez pomocy. Chrześcijanie ci z powodu, np. depresji, lęków, dziwnych wizji, zaburzeń umysłowych czy seksualnych wędrowali po konferencjach, doradcach, lekarzach, czytali wszystkie dostępne książki i stosowali wszystkie znane techniki duchowe (modlitwy, posty, czytanie Biblii) i nie znajdywali pomocy. Jeśli problem dotyczył jakiegoś grzechu, z którym ci szczerzy wierzący nie mogli sobie poradzić, zalecano im pokutę, wyznawanie grzechu, umartwianie ciała. Jednak to nie pomagało, a oni stawali na skraju duchowej ruiny. Niektórzy po latach zmagań znajdowali się na progu samobójstwa. Wiem też, że niektórzy niestety ten próg przekroczyli.

Jako lekarz wiem, że tylko prawidłowa diagnoza pozwala włączyć prawidłowe leczenie. Leczeniem obecności złych duchów jest ich wyrzucenie z ofiary. Leczeniem cielesności jest jej ukrzyżowanie (wyznanie grzechu, pokuta i poddanie się Bogu). Nie można krzyżować demona i wyrzucać cielesności. Pogląd mówiący, że chrześcijanin nie może mieć demona, nie pozwala zdiagnozować problemu demonicznego jako demoniczny. W konsekwencji nie pozwala zastosować odpowiedniego postępowania i pozostawia ofiary demonów bez pomocy.

Znane jest twierdzenie, że największym sukcesem Szatana jest to, że wmówił ludziom, że go nie ma. Może on działać bezkarnie wśród ludzi, którzy nie wierzą w jego istnienie. Podobnie jest z poglądem, że złych duchów nie może być w ludziach wierzących. To twierdzenie jest wielkim zwycięstwem Szatana. Pozwala mu bezkarnie niszczeć życie wielu wierzących i przez to osłabiać Kościół. Demony potrzebują ciała, aby w nim zamieszkać. Są jak pasożyty. Użyją nawet fałszywej teologii, aby to mieszkanie sobie zabezpieczyć. Poniżej wyjaśnię ten dylemat i mam nadzieję, że ciemność niewiedzy, w której działają demony zostanie rozproszona Bożą Prawdą.

Jak to możliwe, że w człowieku narodzonym na nowo, pełnym Ducha Świętego, mogą być duchy nieczyste?

Potrójna natura człowieka

Człowiek jest duchem, który ma duszę i żyje w ciele. Składamy się z trzech części: ducha, duszy i ciała (1 Tes. 5:23, Hebr. 4:12). Duch ma zdolność do kontaktu ze światem duchowym, a w szczególności do komunii z Bogiem, który przecież jest Duchem (Jan. 4:24). W duchu ludzkim znajduje się również sumienie i intuicja. Dusza pozwala nam z kolei być świadomymi swojego ja i składa się z umysłu, uczuć i woli. Ciało pozwala nam być świadomymi świata fizycznego dzięki zmysłom. Gdy człowiek nawraca się do Jezusa, jego duch nawiązuje więź z Duchem Bożym (1 Kor. 6:17) i doświadcza niesamowitej przemiany nazywanej w Biblii nowym narodzeniem (Jana 3:3-7) lub nowym stworzeniem (1 Kor. 5:17). To dotyczy ducha, a nie sfery duszy czy ciała. Te dwie sfery (dusza i ciało) będą musiały być teraz sukcesywnie poddawane Bogu. To właśnie w duszy lub ciele człowieka mogą być demony, które trzeba usunąć. Złe duchy nie mają przystępu do ducha osoby nawróconej, gdyż w niej mieszka Duch Święty. Z tej też przyczyny nie można powiedzieć, że zły duch włada człowiekiem wierzącym, gdyż dla chrześcijanina Panem i Władcą jest Jezus! Złe duchy to jedynie pasożyty żerujące w duszy lub w ciele.

Świątynia Ducha Świętego

Czy nie wiecie, że świątynią Bożą jesteście i że Duch Boży mieszka w was? 1 Kor. 3:16

To, że mieszka w nas Duch Boży nie przeczy temu, że może mieszkać w nas duch nieboży. Żeby zrozumieć zawarte w powyższym wersecie porównanie człowieka wierzącego do świątyni należy zrozumieć, jak była zbudowana Świątynia w Jerozolimie. Były to jakby trzy części – jedna zawarta w drugiej. Na zewnątrz były przedsionki, potem w wewnątrz miejsce święte, a następnie w środku miejsca świętego było miejsce najświętsze. Do przedsionków mieli wstęp ludzie. W miejscu świętym odbywała się służba kapłańska. Natomiast w miejscu najświętszym mieszkał sam Bóg. W tym opisie miejsce najświętsze odpowiada duchowi osoby wierzącej, w którym mieszka Duch Święty, miejsce święte odpowiada duszy, a przedsionki ciału. Przebywanie Boga w miejscu najświętszym nie oznaczało, że w innych miejscach świątyni nie będzie czegoś bezbożnego. Jesteśmy jak dom z wieloma pokojami. W głównym salonie zasiada Jezus, ale w komórce za kuchnią może się przyczaić ktoś inny.

Wewnętrzny konflikt

Mówię więc: Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy, cielesnej. Gdyż ciało pożąda przeciwko Duchowi, a Duch przeciwko ciału, a te są sobie przeciwne, abyście nie czynili tego, co chcecie. (Gal. 5:16-17)

Ten werset mówi, że jako ludzie wierzący doświadczamy wewnętrznego konfliktu, walki cielesności czyli naszej niezależności z Duchem Bożym. Jeśli po nowym narodzeniu i napełnieniu Duchem Świętym nadal jest w nas pewna siła o nazwie cielesność, to logicznym wnioskiem jest to, że może być również siła demoniczna. Oczywiście, jak wspomniałem wcześniej, cielesność to nie demon, ale cielesność zwabia demony. Jezus powiedział:

Bo gdzie jest padlina, tam zlatują się sępy. (Mat. 24:28)

Niektórzy ludzie mówią, że w człowieku wierzącym nie ma wewnętrznego konfliktu i że wszystko jest pod kontrolą Ducha Świętego, jednak 5 rozdział listu do Galacjan temu przeczy.

Zbawienie jako proces

Słowo zbawienie nie oznacza tylko ratunku od piekła. Znaczy wolność, wyswobodzenie, bezpieczeństwo. W pewnych miejscach Biblia mówi o zbawieniu jako o czymś już dokonanym w naszym życiu.

Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar. (Efez. 2:8)

W innych jako o czymś, co się dzieje teraz i wymaga naszego aktywnego zaangażowania.

[…] przyjmijcie z łagodnością wszczepione w was Słowo, które może zbawić dusze wasze. (Jak. 1:21)

[…] z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie. (Filip. 2:12)

W trzecim przypadku Biblia mówi o zbawieniu jako o czymś, co się wydarzy w przyszłości.

Którzy mocą Bożą strzeżeni jesteście przez wiarę w zbawienie, przygotowane do objawienia się w czasie ostatecznym. (1 Piotra 1:5)

W pierwszym przypadku mowa jest o zbawieniu naszego ducha, co dla chrześcijan jest już faktem dokonanym. W trzecim przypadku mowa jest o zmartwychwstaniu naszych ciał, co nastąpi w przyszłości. Natomiast drugi przypadek mówi głównie o procesie wyswobadzania naszej duszy (umysłu, uczuć i woli). Zawiera się tutaj przemiana naszego myślenia, uzdrowienie naszych emocji i wyswobodzenie z wpływu demonicznego.

Wyzwolenie jako Boży podbój

[…] z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie. (Filip. 2:12)

Słowo sprawujcie mówi o pewnej aktywności, czy też pracy. Z tego wniosek, że zbawienie sfery naszej duszy nie odbędzie się w sposób automatyczny, ale będzie wymagało od nas działania.

Bóg dał ci absolutną wolność jako dziedzictwo, ale aby ją posiąść, będziesz musiał o nią walczyć. Bóg dał Izraelitom Kanaan jako dziedzictwo, ale to oni musieli go podbić i wziąć w posiadanie. Na swojej drodze zetknęli się z różnymi warowniami, które musieli aktywnie pokonać. Podobnie my na drodze do naszej wolności wywalczonej dla nas przez Pana na krzyżu spotkamy pewne warownie, przy czym niektóre będą miały charakter obecności demonicznej.

Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej; nim też unicestwiamy złe zamysły (2 Kor. 10:4)

Niektórzy myślą, że moment nawrócenia jest momentem uzyskania całkowitej wolności od demonów. Tą wolność otrzymujesz jako należny ci przywilej Bożego dziecka, ale nie automatycznie staje się ona dla ciebie doświadczalnym faktem. Innymi słowy, od momentu nawrócenia masz prawo być wolnym, a demony nie mają legalnego prawa być w tobie, ale ktoś musi wyegzekwować to prawo, czyli wyrzucić demony. To się nie dzieje automatycznie. W momencie twojego nawrócenia demony się nie nawracają razem z tobą i nie stają od tej pory dobrymi duszkami. Nie ulegają anihilacji. Nie są dżentelmenami którzy po cichutku i grzecznie opuszczają cię. „Skoro już należysz do Jezusa to nic tu po mnie. Pa, pa! Miło było w tobie mieszkać. Nigdy nie zapomnę wspólnie spędzonych chwil.” Nie jest też za zwyczaj tak, że modlitwie pokutującego grzesznika towarzyszą konwulsje, wymioty i krzyki, bo demony wychodzą. Ponieważ demony to najbardziej podłe stworzenia, należy je bezpardonowo skonfrontować i bezlitośnie usunąć z człowieka wierzącego.

A co z niewierzącymi?

Przytoczę poniżej fragment nauczania Jezusa.

Gdy zaś duch nieczysty wyjdzie z człowieka, wędruje po miejscach bezwodnych, szukając ukojenia, ale go nie znajduje. Wtedy mówi: Wrócę do domu swego, skąd wyszedłem, i przyszedłszy, zastaje go opróżnionym, wymiecionym i przyozdobionym. Wówczas idzie i zabiera z sobą siedem duchów innych gorszych niż on, i wszedłszy mieszkają tam: i bywa końcowy stan człowieka tego gorszy niż pierwotny. Tak będzie i z tym złym pokoleniem. (Mat. 12:43-45)

Zwróć uwagę – problem, o którym wspomina Pan jest wtedy, gdy dom jest opróżniony, ale nie napełniony. Ową próżnię wypełni wkrótce siedem gorszych duchów. Moje zrozumienie owego tekstu jest następujące: Nie należy uwalniać człowieka, który nie chce przyjąć Jezusa i wypełnić próżni w swoim wnętrzu. Takie działanie mogłoby doprowadzić do tragedii. Oczywiście dzięki autorytetowi, który mamy w Chrystusie możemy w pewnym stopniu przynieś ulgę ludziom niewierzącym dręczonym przez złe duchy, ale dążenie do pełnego ich uwolnienia może doprowadzić do dramatycznych skutków.

Skoro więc nie należy uwalniać niewierzących, a Pan powiedział o nas:

[…] w imieniu moim demony wyganiać będą […] (Marka 16:17),

to kogo mamy uwalniać?

Odpowiedź jest prosta: tych wierzących, którzy jeszcze nie są wolni.

Wnioski

Chrześcijanie mogą mieć w sobie demony. Paradoksalnie ta teza może być dobrą nowiną dla wielu. Dlaczego? Ponieważ możesz zobaczyć drogę wyjścia z problemu, z którym sobie nie radziłeś (być może przez lata). Tą drogą wyjścia jest skonfrontowanie i wyrzucenie złych duchów. Teza, że chrześcijanie nie mogą mieć demona jest niebiblijna, co wykazałem powyżej i może być bardzo szkodliwa, co pokazuje mi moje doświadczenie. Głoszenie tej tezy, a przez to utrzymywanie ofiar demonów z dala od adekwatnej pomocy, może doprowadzić do fatalnych skutków np. samobójstwa (śmierci fizycznej) lub odejścia udręczonej i sfrustrowanej ofiary od Boga (śmierci duchowej). Bardzo proszę każdego, kto głosi tę tezę o jej szczerą weryfikację przed Bogiem.