Chrześcijanin a homeopatia

Aleksander Barański
O homeopatii słyszał najprawdopodobniej każdy z Was. Jest ona ostatnio dość popularną metodą tzw. leczenia. Jest coraz częściej zalecana przez lekarzy i farmaceutów. Jedni twierdzą, że jest to wspaniała metoda leczenia, inni są jej zdecydowanymi przeciwnikami. Od czasu do czasu pojawiają się również publikacje na ten temat. Obserwuję też, że wśród chrześcijan coraz więcej osób jest zainteresowanych homeopatią, sporo osób w dobrej wierze ją stosuje i poleca innym w kościele. Pytanie, na które postaram się odpowiedzieć to: jaki powinien być stosunek chrześcijanina do homeopatii.

Oczywiście nie ma szans na znalezienie w Piśmie Świętym jakiegoś bezpośredniego odniesienia do homeopatii, jest to bowiem pojęcie pochodzące ze współczesnego języka. Dlatego też, poruszając ten temat, zmuszony jestem odnieść się do współczesnych publikacji i opinii ludzkich. W dalszej części postaram się wskazać różne aspekty tego zjawiska.

Historia homeopatii

Oficjalne informacje wskazują na niemieckiego lekarza Samuela Hahnemanna jako na ojca homeopatii. W 1790 roku wypróbował on na sobie działanie chininy, podawanej ludziom chorym na malarię. Na tej podstawie stworzył teorię homeopatii, którą opiszę w kolejnym rozdziale. Była ona od tego czasu promowana jako naturalna metoda leczenia, działająca kompleksowo na układ odpornościowy organizmu. W Polsce, w okresie międzywojennym była promowana jako tania alternatywa medycyny dla biednych. Współcześnie działa wiele koncernów farmaceutycznych produkujących te medykamenty.

Warto w tym miejscu przyjrzeć się samej osobie Hahnemanna. Jego ojciec był gorliwym protestantem. Samuel jednak okazał się człowiekiem bardzo niezależnym, odrzucając zasady, jakich uczył go ojciec. W oficjalnych publikacjach zwolenników homeopatii trudno będzie jednak znaleźć informację, iż ta niezależność doprowadziła go w końcu do członkostwa w loży masońskiej.

Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że to on pierwszy wymyślił regułę „podobne leczy się podobnym” (similibus curantur – patrz teoria homeopatii). Magia podobieństw jest znana na świecie od czasów plemion prymitywnych i leży u podstaw wielu praktyk okultystycznych (np. lalka w voodoo). Zwolennicy homepatii twierdzą, że praktyki homeopatyczne stosował również Hipokrates ok. 400 lat p.n.e. lecząc podobne podobnym.

Teoria homeopatii

Na oficjalnej stronie internetowej promującej homeopatię i jednocześnie jednego z polskich producentów preparatów z tej grupy znajdziemy informację, że homeopatia jest metodą leczenia, mającą na celu pobudzenie naturalnych mechanizmów obronnych organizmu. Dzieje się to poprzez zastosowanie zasady „podobne leczy się podobnym”. Innymi słowy, niewielkie ilości substancji, która jest trucizną stają się substancją leczniczą. Podkreśla się również kompleksowość działania: według tej teorii substancje homeopatyczne działają kompleksowo na cały organizm, a dzięki niewielkiemu stężeniu nie mogą w żaden sposób zaszkodzić.

Na tej samej stronie można również znaleźć inne informacje: stężenie substancji jest niewielkie, ale woda dzięki swoim cudownym właściwościom pamięta kształt cząsteczek, ładując się energią, które one emitują i przekazując tę energię człowiekowi leczonemu. Brzmi znajomo?

Przyjrzyjmy się poszczególnym elementom tej teorii.

Stężenie

Stężenie tzw. substancji leczącej jest bardzo niewielkie. Uzyskuje się je poprzez wielokrotne rozcienczanie (po szczegóły odsyłam do literatury). Generalnie stężenie jest tak niewielkie, że w większości preparatów nie ma co liczyć na obecność choćby jednej cząsteczki substancji w opakowaniu. Stąd teoria homeopatii przeważnie odwołuje się do „energetyzowania” rozpuszczalnika.

Dla uzmysłowienia, jakie jest to stężenie pozwolę sobie przytoczyć zdanie wybitnego polskiego farmakologa, prof. Zbigniewa Hermana: „W celu otrzymania aspiryny homeopatycznej należy zaopatrzyć się w rower, wiadro, tabletkę aspiryny oraz kroplomierz. Trzeba stanąć na moście nad rzeką, wrzucić do niej tabletkę, przejechać rowerem 5 km w dół rzeki, zaczerpnąć z niej wiadro wody i dawkować kroplomierzem co godzinę po pięć kropli”.

Pamięć wody

Teoria pamięci wody zakłada, że woda, dzięki swojej strukturze krystalicznej pamięta kształt rozpuszczanej w niej substancji nawet wówczas, gdy tej substancji dawno już w niej nie ma, pod warunkiem dostarczenia energii do preparatu poprzez wstrząśnięcie go.

Praca na temat wspomnianej „pamięci wody” została napisana i opublikowana przez dr Jacquesa Benveniste w 1988 r. Rzekomo potwierdził on to zjawisko w badaniach naukowych. Grupie niezależnych ekspertów nie udało się jednak tego potwierdzić, wykonując te same doświadczenia w jego labolatorium. W konsekwencji został on „uhonorowany” w 1991 roku tzw. nagrodą anty-Nobla.

Nie zmienia to jednak faktu, że zwolennicy tej teorii do dnia dzisiejszego powołują się na te badania jak na fakt naukowy.

Wątek ekonomiczny

Dzięki dużym, wręcz irracjonalnym rozcienczeniom koszt produkcji substancji homeopatycznej w porównaniu z tradycyjnymi lekami jest znikomy. Dla przykładu słynny preparat homeopatyczny Oscilococinum, który niestety też kiedyś zażywałem, produkuje się z wyciągu z wątroby dzikiej kaczki. Jedna kaczka służy do wyprodukowania preparatu o wartości rynkowej 20 mln dolarów! Podobnie jest z większością innych preparatów homeopatycznych. Za leki homeopatyczne w Polsce trzeba zapłacić od kilku do nawet kilkuset złotych. I tak naprawdę płaci się za rozpuszczalnik, opakowanie i akcję reklamową warte góra złotówkę na opakowanie przy produkcji masowej.

Nie dziwi więc fakt, że koncerny farmaceutyczne bardzo chętnie promują taką metodę leczenia. Jest to bowiem kura, a może raczej kaczka, znosząca złote jajka i to całkiem pokaźnych rozmiarów.

Dostępność „leku”

Preparaty homeopatyczne są dostępne w każdej aptece. Wiele aptek wręcz specjalizuje się w ich sprzedaży. Ponieważ nie mogą zaszkodzić z medycznego punktu widzenia, są dopuszczone do sprzedaży. Myli się jednak ten, kto nazwie tę substancję lekiem. Zgodnie z polskim prawem lekiem można nazwać tylko tę substancję, która jest w rejestrze leków wydawanym przez odpowiednie Ministerstwo. Nie znajdzie się tam jednak takiego preparatu – z punktu widzenia nauki substancja ta nie jest bowiem lekiem.

Myliłby się również ten, kto twierdzi, że substancje te to domena farmaceutów i lekarzy. Bynajmniej. Na targach „Od wahadełka do gwiazd”, które co 2 miesiące przyciągają do Gdańska dużo ludzi, są stanowiska poświęcone właśnie tej metodzie „leczenia”.

Lekarz specjalista-homeopata

W wielu miejscach można znaleźć reklamy lekarzy, którzy podają się za specjalistów homeopatów. Jest to kłamstwo, ponieważ nie ma takiej specjalizacji jak homeopatia w rejestrze specjalności. Obecnie trwają prace w Ministerstwie Zdrowia rozważające wprowadzenie homeopatii do tzw. rejestru umiejętności, obok akupunktury. Ale nie jest to specjalizacja! Lekarz, który podaje, że jest specjalistą homeopatą nie mówi całkowitej prawdy. Mógł on co najwyżej ukończyć kurs homeopatii – ukończyło go w Polsce według oficjalnych danych około 2000 lekarzy.

Inna możliwość to po prostu to, że dany człowiek nie jest lekarzem. Wówczas mamy do czynienia z szamanem.

Przytoczę zdanie pewnego praktykującego lekarza medycyny – członka kościoła chrześcijańskiego:

Substancje te nie są lekami. Nie wykazano ich skuteczności w badaniach medycznych. Nauka nie zna ich sposobu domniemanego działania. Nie figurują na żadnych listach leków. Z tego powodu Ministerstwo ich nie zarejestruje. Żaden lekarz nie ma prawa tego przepisywać, bo przysięgał leczyć „zgodnie z najlepszą wiedzą medyczną”. Gdyby izby lekarskie działały jak trzeba, to lekarze dający homeopatię pod egidą medycyny traciliby prawa wykonywania zawodu.

Kult wokół homeopatii

Homeopatia to nie tylko metoda leczenia, ale również filozofia, która ma na celu wskazanie człowiekowi drogi do zdrowia. Nie jest to bowiem tzw. medycyna naturalna, ale „cud farmakologii”. Korzenie jej umiejscowione są w powszechnym w XVIII wieku okultyźmie. Odkrywca tej metody, Samuel Hehnemann twierdzi, że idea ta pojawiła się w jego głowie w postaci objawienia w trakcie seansu spirytystycznego. Zrozumiał wówczas, że „choroba to tylko duchowy, dynamiczny rozstrój”.

W 1960 roku na międzynarodowym kongresie homeopatii ogłoszono, że czołowe dzieło na temat homeopatii, napisany w 1810 roku „Organon” jest dla homeopaty tym, czym Biblia dla chrześcijanina. Na tym samym kongresie podkreślono, że im dłużej czyta się tą książkę, tym większy będzie pożytek dla czytelnika. Książkę tą można zrozumieć jedynie, gdy wprowadzi się umysł w stan „alfa-theta” (stan skupienia zwany „wewnętrznym sanktuarium”).

Proszę rozważyć jaki owoc może dać drzewo o takich korzeniach.

A jednak działa

Wiele osób twierdzi, że substancje te stosowały z powodzeniem. Często były alternatywą wobec medycyny konwencjonalnej i przynosiły skutek, tam gdzie wszystko inne zawodziło. Wymienia się je jako szczególnie przydatne przy leczeniu zaburzeń odporności, problemów z cerą, drogami oddechowymi czy bólem. Przeciwnicy stwierdzą, że to tzw. efekt placebo (działanie na psychikę). Zaprzecza temu fakt działania tych preparatów u dzieci i zwierząt, gdzie o tym efekcie nie można mówić.

Nauka nie potrafi wyjaśnić, jak to działa, ale nauka nie potrafi wyjaśnić wielu spraw i często się myli. Można w związku z tym przypuszczać, iż coś dzieje się w sferze nie zbadanej przez naukę.

Każdy chrześcijanin zdaje sobie sprawę z faktu, że opróć sfery fizycznej i psychicznej istnieje jeszcze sfera duchowa i że ona ma bezpośredni wpływ na nasze życie w tym i stan psychofizyczny. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że coś dzieje się właśnie tam. A jeżeli tak, to należy zastanowić się z czego to wynika (1 Jana 4:1)

Czy to działania Boga…

W takim razie rozważmy, czy Bóg może posługiwać się homeopatią do uleczania ludzi na tej samej zasadzie, jak pozwala nam stosować medycynę konwencjonalną? W Nowym Testamencie Jezus wielokrotnie uzdrawiał ludzi z wszelkich chorób, w tym i cielesnych. Ale proszę zwrócić uwagę, że za każdym razem wiązało to się z wiarą danej osoby w Boga i jego moc, np. niewiasta, która dotknęła się Jego szat (Mat 9:20-22) czy wiarą osób, które przyniosły pacjenta, jak w przypadku chorego, którego spuszczono na noszach przez dach (Mar 2:4-12).

Biorąc pod uwagę całe otoczenie tematu, które widzimy powyżej, trudno znaleźć w tym wiarę i zaufanie do Boga, modlitwę do Niego czy cokolwiek takiego. Oczywiście nie można zanegować, że osoby stosujące homeopatię nie modlą się i to szczerze do swego Pana i Zbawiciela. Tyle, że w samej homeopatii trudno jest dostrzec element Boga i nawiązań do Biblii, bo ich w tym po prostu nie ma!

…czy też czary?

Przytoczony wcześniej lekarz-chrześcijanin na moje pytanie odpowiedział, nazywając sprawę po imieniu: mamy do czynienia ze współczesną magią.

Widzę wyraźnie, że ma to większy związek z bioenergoterapią niż z medycyną. Więcej wspólnego z działaniem szatana niż Bożą pomocą w życiu. W mojej ocenie teoria homeopatii ma dużo więcej wspólnego z okultyzmem czy szamaństwem niż z Biblijną nauką i zaufaniem Panu. Przepływ życiodajnej energii przez wodę jest znacznie bliższy hinduizmowi niż chrześcijaństwu.

Jezus nigdzie nie powiedział, że uzdrawia za pomocą biopola energetycznego, ale że „Twoja wiara cię uzdrowiła”. Specjalistą od zmieszania tych dwóch spraw jest New Age, a nie biblijne chrześcijaństwo.

Jeżeli mamy do czynienia z czarami, to faktycznie może to mieć wpływ na stan zdrowia człowieka. Tyle, że uzdrowienia dokonywane przez szatana to tzw. rzekome cuda (2 Tes. 2:9). Dają tylko pozorny efekt. Większość chrześcijan nie ma wątpliwości, iż nie należy korzystać z usług bioenergoterapeuty mimo tego, że sporo ludzi twierdzi, iż im to pomaga. Jestem zdania, iż dużo wskazuje na to, że mamy do czynienia ze zjawiskiem „z tej samej półki”.

Więc co robić?

Każdy powinien sam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wiedząc to wszystko powinien stosować homeopatię. Być może nie udało mi się w tym miejscu przekonać Cię do tego, że homeopatia to współczesna forma magii. Mam nadzieję przynajmniej, że zasiałem wątpliwości w twoim sercu. Jeżeli nawet nie wszystko jest przekonywujące, to jest tu całe mnóstwo wątpliwości, które każdy chrześcijanin powinien przynajmniej rozważyć w swoim sercu, odpowiadając sobie na pytanie, czy chce angażować się w coś tak podejrzanego.

Każda choroba powinna być przyniesiona do Pana w modlitwie, podobnie jak inna niemoc. Musimy zanieść ją i przybić do krzyża. Bóg da zawsze wybawienie. Ale musimy mu ufać, chodzić w pełni Ducha Świętego, a On weźmie to na siebie. Da ratunek, chociażby przez właściwych lekarzy.

Osobiście jestem zwolennikiem poglądu, że o ile jest to możliwe, to należy spowodować, aby nasz układ odpornościowy działał prawidłowo i sam radził sobie z chorobami. W końcu zostaliśmy w niego wyposażeni przez Boga w akcie stworzenia. Osobiście uważam, że homeopatia nie wygląda jednak jak Boża pomoc dla nas – raczej jak pułapka szatana.

Jeżeli podzielasz moje wątpliwości, powinieneś moim zdaniem wyrzucić wszystkie substancje homeopatyczne ze swojego domu i wyrzec się tego w swoim życiu. Powiedzieć jasno swojemu lekarzowi, że nie jesteś zainteresowany stosowaniem homeopatii. Powinieneś również uważać na wszelkie leki, które przyjmujesz (czasami wcale nie jest napisane że to homeopat – zapytaj farmaceutę).